Baw się i zmieniaj swoje życie na takie, jakie chcesz. To nie slogan z dyskoteki dla dorosłych. To główna zasada fizyki kwantowej. Kto się nie boi szczęścia, niech próbuje – zachęca Melissa Joy Jonsson, amerykańska nauczycielka fizyki cudów.

Gdy jesteśmy w polu serca, mamy dostęp do kosmicznego potencjału – przekonuje Melissa Joy Jonsson, której zajęcia „Praktyczna metafizyka dla niezwykłego życia” zgromadziły tych, którzy chcą przekładać odkrycia fizyki kwantowej na codzienność. Jesteśmy fotonami światła? Super! Ale jak to działa, gdy szukamy lepszej roboty? Jesteśmy zbudowani tak, jak cały wszechświat? Świetna wiadomość, ale czy to może być przydatne na co dzień? I może, i jest. Może – wtedy gdy o tym świadomie zdecydujemy. Jest – nawet gdy o tym nie wiemy.

Magda, która na warsztaty z Melissą przyjechała z Sardynii, poznała tę tajemnicę kilka lat temu, gdy pracowała we wrocławskiej korporacji. – O czymkolwiek pomyślałam, wszystko mi się spełniało – zwierza się grupie, gdy prowadząca pyta każdego, jak się tu znalazł i jakie ma oczekiwania. – Poznałam miłość życia, Włocha. Ale dość miałam swojej pracy. – Mogę nawet ścierać stoliki, niech mi słońce świeci w twarz. Byle już tu nie być. I co? Traf chciał, że kupiliśmy na Sardynii podupadającą restaurację, którą postawiliśmy na nogi. I ścierałam te stoliki! Potem zamarzył mi się dom na plaży. I mam! – śmieje się. – Nie mój, wynajmuję, ale co z tego? Z okna sypialni słyszę morze.

w polu serca nie można się pomylić

Magda mówi, że kiedy dzieci poszły do przedszkola, miała parę chwil dla siebie (choć jednocześnie prasowała obrusy do restauracji). Wtedy zaczęła oglądać filmiki na YouTube. Zaskoczona stwierdziła, że to, co wciąż dzieje się w jej życiu, ma nazwę. Okazało się, że to jest wiedza, która rządzi się swoimi prawami! Zapragnęła je poznać i propagować tam, gdzie będzie mieszkać.

Krzysztof z kolei chce się dowiedzieć, jak ją zastosować w biznesie. Agata ma chorą tarczycę, chce się wyleczyć, Janek odszedł z korporacji i nie wie, co dalej. Właśnie takich, którzy stoją na rozdrożu, jest najwięcej.

joy jonssonMelissa jest spontaniczna. Zdejmuje buty i boso zaczyna zajęcia od krótkiego tańca, do którego podrywa wszystkich. Gdy siadamy, opowiada o swoich wrażeniach z pierwszego pobytu w Polsce. Jej przodkowie pochodzą z Europy Wschodniej, o czym dokładnie mówiło jej ciało, kiedy zwiedzała miejsca związane z pamięcią tamtych czasów.

– Co chwilę miałam „ciarki prawdy” – zwierza się. – Jeżeli czujecie coś podobnego, zwróćcie na to uwagę. Ciało nigdy się nie myli, to czytelne sygnały, które mówią nam o ważnej sprawie. Parę godzin później mogę się o tym sama przekonać, kiedy pracujemy dwójkami. Jestem w polu serca i wyraźnie czuję, że w okolicy szyi Kasi, która jest moją partnerką, jest coś, co ją mocno uwiera, boli. Skądinąd wiem, że szyja symbolizuje niesprawiedliwość. Nagle widzę ją jako dziecko.

– Zostałaś niesprawiedliwie osądzona w dzieciństwie? – pytam cicho, a ona szybko potakuje. – Pozwolisz, że z twojego pola wyjmę to, co ci przeszkadza. Mentalnie usuwam przeszkodę. Na całym ciele mam ciarki, głęboko czuję, że to, co robimy, to nie magiczne sztuczki, ale rzeczywista praca, którą Melissa wcale nie nazywa pracą, tylko radością, zabawą, byciem.

Nie zastanawiam się, robię to, co podpowiada mi intuicja. Gdy jest się w polu serca, nie można się pomylić. Obok nas „pracują” Kamil i Ania. Gdy my kończymy, oni jeszcze „bujają w przestworzach”, bo dochodzą mnie strzępki rozmowy: „Czyli gdzie chcesz mieć ten dom, nad jeziorem? Nie? No dobrze, widzę też góry”. I śmieją się w najlepsze.

Mimo że Melissa nie chce nam dawać sztywnych technik, które tylko ograniczają, kilka wskazówek dostajemy. W końcu to przecież szkolenie. Najpierw garść podstawowej wiedzy dla umysłu, który lubi sobie wszystko układać i szufladkować.

– Wcale już nie takie najnowsze odkrycia fizyki kwantowej mówią, że nasze ciała nie są materią, tylko składają się z biofotonów – tłumaczy Melissa. – Biofotony tworzą hologram, a ten z kolei pola torsyjne, które wyglądają jak wiry. Gdybyśmy mogli to zobaczyć, dostrzeglibyśmy wszędzie wokół mnóstwo wirujących „tornad” w kształcie torusa (przypominają ciastka donata) – zatacza ręką wielkie koło. – Badania naukowe pokazują, że pola torsyjne, które są w całym wszechświecie, przekazują i odbierają informacje, z myślami włącznie. Bez względu na odległość, wszystko dzieje się szybko, od razu! Pola mogą być także zbiornikami na informacje. Tam przechowywane są ludzkie doświadczenia, przekonania, wzory, według których żyjemy. Najwspanialsza wiadomość to taka, że te wzory, gdy nam się nie podobają, możemy zmienić. I to natychmiast. Stąd właśnie nagłe uzdrowienia, nazywane cudami. Nawet w fizyce można używać tego słowa, bo nasze istnienie jest cudem. I fizyka, jako nauka, tłumaczy, jak to się dzieje.

Żeby to zrozumieć, musimy przyjąć, że prócz pól torsyjnych, w przestrzeni obecnych jest nieskończenie wiele pól morficznych. O polach morficznych wiele mówi ich odkrywca, słynny biolog, dr Rupert Sheldrake. Twierdzi między innymi, że „ewoluują równocześnie z organizmami, które kształtują; mają własną historię i wewnętrzną pamięć, powstającą w trakcie procesu, który nazwałem „rezonansem morficznym”.

chmury strachu i bólu

Gdybyśmy to chcieli wyjaśnić jak najprościej i odwołać się do tego, co znamy, moglibyśmy wyobrazić sobie wielkie zbiory chmur zachodzących na siebie i przenikających się wzajemnie. Te chmury to pola morficzne zjawisk, uczuć, nawyków, przekonań, grup społecznych, polityki, ekonomii, religii, państw, rodzin, jednostek. Prawdopodobnie wszystko, co istnieje, ma własne pole morficzne, a największym jest pole strachu. To ono utrzymuje nas w pętach ograniczeń. Gdy rezonujemy ze strachem, to tak, jakbyśmy się zrzekali osobistej mocy. Gdy rezonujemy z polem morficznym „nie jestem dość dobra”, dostajemy zdarzenia potwierdzające ten program. Gdy nadajemy na tych samach falach co pole „żeby zarobić, trzeba się naharować” – takie odpowiedzi otrzymujemy.

– Ale przecież w każdej chwili możemy się odłączyć od tych pól – tłumaczy Melissa. – Możemy to zrobić przez ich rozpoznanie. Gdy je „rozbroimy”, możemy dostroić się do bardziej rozwojowych. To wyłącznie nasza decyzja. Pamiętajmy – jesteśmy informacją i wszystko, co istnieje we wszechświecie – także nią jest.

Dlaczego więc, skoro to takie proste, miliardy ludzi tkwią w rezonansie z niekorzystnymi dla nich polami morficznymi? To z powodu masek i zasłon, za jakimi kryją się nasze prawdziwe uczucia.

Powiedzmy, że w naszym rodzinnym domu miłość i strach były nierozłączne. Kocham moje dziecko, bardzo więc się o nie boję. Nasza relacja przesycona jest lękiem. Miłość zostaje zakodowana razem ze strachem. Rezonuję zatem na tej częstotliwości, wzmacniając pole morficzne. Dziecko dołącza do niego i żyje w tej strukturze. Jego biohologram także „nadaje” na tej częstotliwości, co sprawia, że później nie może ułożyć sobie życia. Aby móc się dostroić do miłości wolnej od lęku, trzeba „rozplątać” wzór, rozłożyć go na części. To właśnie z tego powodu ból kolan nie zawsze jest tylko bólem kolan, a pod bezsennością kryje się smutek, samotność, na końcu zaś na przykład – złość.

Te zasłony Melissa nazywa „znacznikami”. Znacznikiem może być wszystko, co pozwoli nam zwrócić uwagę na coś, co w naszym życiu istotne.

wsiadaj do windy i jedź do serca

– W moim życiu znacznikiem był na przykład autobus, pod który wpadłam w Londynie, tuż przed wielką konferencją farmaceutyczną – opowiada. – Pracowałam wówczas na wysokim szczeblu w koncernie produkującym leki, zarabiałam mnóstwo pieniędzy. A jednak wiele razy czułam, że coś jest nie tak. Źle się czułam ze świadomością, że wyniki badań, jakie zostaną podane do publicznej wiadomości, nie do końca są rzetelne, a wręcz powiedziałabym – sfałszowane. Wtedy, w Londynie, czułam się z tym tak fatalnie, że nie mogłam myśleć o niczym innym. Poszłam po kawę. Przechodziłam przez jezdnię i zapomniałam, że w Anglii ruch wygląda trochę inaczej. Ocknęłam się na ulicy, zalana krwią. Dużo później, gdy opatrzono mnie w szpitalu, zapytałam samą siebie: po co to się wydarzyło? Usłyszałam odpowiedź. Udało mi się rozplątać moje rodzinne wzorce. One z kolei dotyczyły warunkowej miłości: będę cię kochać, gdy osiągniesz sukces. Skupiłam się na sercu, a ono mnie poprowadziło.

Tu nie ma nic stałego, nic, co robimy zawsze. Nasza świadomość rozwija się razem z nami. Najlepiej, gdy się bawimy. Ale jak możemy się znaleźć w polu serca? Otóż, nigdy go nie opuściliśmy! Kluczem jest uwaga, świadomość, że w nim jesteśmy. „Bycie w polu serca zapewnia nam bezpośredni dostęp do wewnętrznego głosu, mądrości i potencjału. Pole serca tworzy połączenie z kosmiczną świadomością. Będąc tu, możemy połączyć się z każdym wybranym polem morficznym, jakie istnieje we wszechświecie” – pisze Melissa w swojej książce „Metoda dwupunktowa w praktyce”. To my wybieramy, a czeka na nas, na przykład, pole nieograniczonej obfitości, bezwarunkowej miłości, dalekich podróży, szczęśliwego związku i wszystkiego, co tam sobie wymyślimy.

– Jest wiele sposobów, jak szybko wpaść w pole serca – mówi. – Wiem, że w Polsce na warsztatach z dwupunktu lubiany jest sposób, który kiedyś wymyśliłam. Spróbujmy więc wspólnie! Zamknij oczy, rozluźnij ciało. Wyobraź sobie, że ty, w miniaturze, na poziomie głowy, wsiadasz do windy. Drzwi się zamykają, naciskasz guzik i zjeżdżasz w dół do klatki piersiowej, w okolice serca. Podążaj za świadomością, a kiedy winda zjedzie w dół, otwórz drzwi. Co zauważasz, kiedy wysiądziesz. Jak się czujesz? Jakie myśli przychodzą ci do głowy? Nie przywiązuj się do nich, im więcej mamy myśli, ty mniej słuchamy serca. Zobacz je tak, jakby były przepływającymi chmurami. Obserwuj, ale bez osądzania – mówi Melissa. – To utrzymuje nas w stanie świadomości skupionej na sercu. A teraz zwróć uwagę na autentyczne pragnienia. Pragnienia to język, jakim przemawia do nas serce…

Melissa mówi, ale ja jej nie słyszę. A jednocześnie odbieram na innym poziomie. Jestem w miejscu, gdzie nic nie może mnie powstrzymać od skakania na różowej trampolinie. Obok mnie dobrze się bawi Margaret, na co dzień poważna profesorka na Uniwersytecie Columbia. W czasie lunchu opowiedziała mi swoją dramatyczną historię: znalazła swoją córkę martwą w łazience. Niemal dwa lata nie wychodziła do żywych, bo winiła się, że nie przyjechała do niej wcześniej. Teraz, dzięki pracy z Melissą (brała także udział w warsztatach w USA), powoli zaczyna wszystko układać w całość.

Agata, która przyszła tu uzdrowić tarczycę, ściska mnie za rękę. – Jak cudownie – szepcze mi do ucha. – Wiem już, że mogę wszystko. Mogę być zdrowa. Myślę, że już jest. Bo w polu serca nic nie jest niemożliwe.

NATALIA ROSS

Źródło: Miesięcznik WRÓŻKA (Lipiec 2018)


Melissa Joy Jonsson

Amerykańska trenerka, nauczycielka, autorka książek, m.in. wydanej w Polsce „Metoda dwupunktowa w praktyce. Jak wykorzystać energię pola serca”. Wiele lat pracowała i prowadziła warsztaty z dr. Richardem Bartlettem poświęcone matrycy energetycznej. W praktyczny sposób, własnym, niezwykłym językiem opowiada o fizyce kwantowej, która przekłada się na realne zmiany i prawdziwe cuda w naszej rzeczywistości.


Pobierz i przeczytaj artykuł w pliku PDF:


Wróżka - lipiec 2018 - Nie bój się szczęścia, Melissa Joy Jonsson


Zapisz się do newslettera

Nie wysłamy spamu!