warsztat szamanskie wakacje w naturze sierpien 2017

Gdy pierwszy raz zetknęliśmy się z Tantrą byliśmy z Vincentem świeżą parą -widziałam w nim kochanka, poszukiwacza wrażeń, przyjaciela, z którym mogę odkrywać swoje marzenia. Z duzym entuzjazmem, lecz bez zbytniej powagi zaokrętowaliśmy się  na tygodniowy retreat w Sommerset, na zajęcia prowadzone przez Saritę i Geho z „The School of Awakening”.
Nie bardzo wiedziałam czym jest Tantra. Mglista, lecz obiecująca idea, która miałam, to, że Tantra jest starożytna mądrością, która wykorzystuje energie seksualną do rozwoju i rozszerzania naszej świadomości. Wiedziałam, że ma to także wiązek z seksualnością, jednością, z osiąganiem pełni razem. Te dwie kwestie były dla mnie wystarczająco atrakcyjne, by się zaangażować i namówić Vincenta, by także przyłączył się do zabawy.

Mając w pamięci moje poprzednie relacje zdawałam sobie sprawę ze zranień i trudności w temacie wyrażania miłości i wyrażania siebie w seksie, z tego co mnie blokowało... Teraz, w wieku 33 lat,gdy pierwszy raz naprawdę głęboko pokochałam, chciałam się nauczyć jak pielęgnować i dbać o te miłość. Na dodatek w mojej rodzinie, w środowisku w którym się wychowałam temat seksu był ogromnym tabu. Byłam więc urzeczona pomysłem, że jedność seksualna może być postrzegana jako coś doniosłego, wzniosłego, uświęconego. Niesamowicie mnie to pociągało!

Nie miałam pojęcia, że w ciągu następnych czterech lat Tantra będzie źródłem transformacji i uzdrowienia mojego związku z Vincentem. Tantra była dla nas jak okręt, przenoszący , chroniący i prowadzący nasze uczucie przez sztormy i burze, które okazały się liczne na naszej wspólnej drodze...

W ciągu tych czterech lat wzięliśmy udział pełnym „treningu  dla par”.

Trening składał się z siedmiu kilkudniowych spotkań, z których ostatni siódmy poziom to wspaniałe 10-dniowe spotkanie w krainie miodowych fig i błękitnego morza – na Korfu.

Byliśmy cali zafascynowani Tantrą, w tantrycznej przemianie, czy tez jak czasem śmiał się Vincent, byliśmy jak przejęci rekruci na obozie szkoleniowym. Tam na Korfu, z dala od zgiełku Londynu (naszego miasta), otoczone lasami leży Croydon Hall – pełne spokoju i pięknych przestrzeni. Centrum to jest prowadzone przez społeczność sympatyków Osho i ich medytacyjno-kontemplacyjny styl życia był doskonałym otoczeniem do pracy, która my wykonywaliśmy nad sobą... Tylko czy w ogóle mogę nazwać to pracą? Wstawaliśmy wcześnie, medytowaliśmy, tańczyliśmy i doświadczaliśmy pełnej gamy technik rozwojowych – od prostych technik komunikacyjnych, przez metody uwalniania emocji, rytuały, masaże, spotkania grupowe, także w kobiecych i męskich kręgach. Popołudnia pary spędzały w swoich pokojach, by praktykować medytacje seksualne, które poznały danego dnia. Później spotykaliśmy się w grupach, najczęściej osobno męskich i kobiecych i omawialiśmy nasze wrażenia, refleksje, odkrycia, by potem zrelaksować się w SPA. Medytowaliśmy także po kolacji, a punktem kulminacyjnym każdego retreatu było specjalne spotkanie, jakby „przyjęcie” wydawane przez Saritę. W czasie tego spotkania w atmosferze stworzonej przez Saritę i towarzyszących jej nauczycieli – atmosferze pełnej miłości i zaufania pary biorące udział w kursie mogły podzielić się swoimi przeżyciami, doświadczeniami, przemianami. Tak wiele nauczyliśmy się od siebie nawzajem! Byliśmy tez wzruszeni i zaszczyceni mogąc przebywać i uczyć się od ludzi, którzy zdawali się żyć, oddychać i wręcz promieniować prawdziwością swojej pracy i nauk.

W czasie trwania kursu miałam wrażenie jakby rozplątywały się we mnie kolejne supełki. Warstwa po warstwie problemy, blokady, zranienia – wszystko to pokazywało się, by zostać uleczone i naprawione. Na ścieżkę Tantry weszliśmy co prawda z Vincentem w pierwszej fazie naszego zauroczenia, w swoistym miesiącu miodowym i zachwycie – wkrótce jednak potem, jak w większość związków wkroczyliśmy na tereny pełne chaosu, mroku i wyzwań. Po przeżyciu trudnego dzieciństwa dobrze wiedziałam czym jest ból, a jednak nic nie mogło się równać z tym jakie emocje, jakie cierpienia targały mną podczas naszych kłótni. Jednocześnie miłość pulsowała w nas z niespotykana, nieznaną mi dotąd siłą.

Kiedy Vincent pierwszy raz powiedział o swoim uczuciu poczułam jak jego słowa docierają do każdej komórki mojego ciała, jak każda z nich wibruje wypowiedzianą przez niego emocją.  Poczułam jak bariery i barykady, które od dzieciństwa wznosiłam przeciwko miłości zadrżały poruszone mocą miłości, którą do mnie skierował. Wtedy po raz pierwszy otwarłam się na miłość.

Praktyki tantry pokazały mi jeszcze wiele innych dróg i sposobów otwierania się i przyjmowania miłości. Nasze wspólne medytacje pozwoliły odsłonić niezliczone mnóstwo ścieżek, w których byłam zagubiona sama w sobie, gdzie utrzymywałam się w cierpieniu i osamotnieniu. Oczywiście były to aspekty, do których nie chciałam nikogo dopuścić, oddalały mnie one więc od Vincenta. Szczęśliwie z czasem nauczyłam się postrzegać te zagubione terytoria raczej jako części mnie samej, niż przestrzeń, która leżała pomiędzy mną a Vincentem.

Dzień po dniu zaczęliśmy odkrywać jak nasze wcześniejsze zranienia wpływają na to jak odnosimy się do siebie i co nas dotyka. Te urazy dokładnie odbijały się w naszych reakcjach i w tym co nas bolało.

Przykładem może być pojawiające się we mnie poczucie odrzucenia. To uczucie jest głęboko zakorzenione we mnie, w wyniku przeżyć z wczesnego dzieciństwa. I w mojej relacji z Vincentem wciąż i wciąż powtarzałam sytuacje, w których narażałam się na odrzucenie – oczekując od niego bardzo konkretnej rzeczy, podczas, gdy w żaden sposób nie dałam mu znać jaka to rzecz, lub dążąc do zbliżenia, wtedy gdy on był akurat najbardziej zmęczony. To wszystko sprawiało, że znowu i znowu miałam uczucie, że jestem ostatnia na jego liście, że moje potrzeby nic dla niego nie znaczą, a ja jestem odrzucana. To poczucie za każdym razem zalewało mnie w pełni przynosząc łzy, kłótnie, ból i wyrzuty.

Na szczęście dzięki uzdrawiającemu wpływowi ścieżki, na która wstąpiliśmy powoli stawaliśmy się coraz bardziej świadomi swoich odczuć. Dzięki tej świadomości powoli byliśmy w stanie dostrzegać rzeczywistości odpowiadać świadomie na to co się dzieje, a nie tylko impulsywnie reagować. Za każdym razie gdy uświadamialiśmy sobie nasze zranienia i mogliśmy je uleczyć powstawała przestrzeń wolna od poczucia krzywdy, niesprawiedliwości i winy. Z każdym dniem ta przestrzeń rosła. Za każdym razie trochę więcej samoświadomości i trochę większa przestrzeń. Przestrzeń, w której mogłam rozpoznać i ponazywać swoje schematy i przestrzeń, w której mogłam rzeczywiście dostrzec Vincenta, a nie  tylko moje projekcje nałożone na jego osobę.

Sporo wiedziałam o procesie uzdrawiania. Odbyłam kurs i praktykowałam Shiatsu. Przez cztery lata wkładałam sporo wysiłku, by uczestniczyć w kursach światowej sławy School of Healing Barbary Brennan w Stanach Zjednoczonych. Ukończyłam tam transformative healing training w roku 2003. Byłam bardzo zaangażowana w swoja praktykę Chi Gong, jogi i medytacji, a na dodatek przez lata byłam w indywidualnej terapii. Ostatecznie jednak Miłość podarowała mi największa lekcję, a Vincent był największym nauczycielem. Miłość i to jak się od niej odgradzałam, był ogromną, przełomowa lekcje, która otrzymałam dzięki Tantrze. Świadomość w jaki sposób się odgradzałam pozwoliła mi na powrót się zespolić, najpierw z sama sobą, a następnie z Vincentem.

Dwie wspaniałe definicje, które Sarita ukazuje ludziom, to: Tantra jest zjednoczeniem i Tantra jest przekształceniem trucizny w nektar! Podczas mojej drogi i praktyki ta świadomość powoli przeniknęła do mojej krwi – uświadomiłam sobie, że za każdym razem kiedy się kłócimy pokazujemy co trzyma nas z dala od siebie, w jaki sposób odgradzam się od miłości. Wszystko jedno jak bardzo się kłócimy, jak bardzo próbuje się oddalić i obwiniać jego, jednocześnie teraz widzę, że ten opór, ta energia, która w niego wkładam może być użyta dla uzdrowienia mnie i dla wzmocnienia naszej relacji, dla zrozumienia i miłości.

Bardzo się zbliżyliśmy! A w trakcie trwania naszego „treningu dla par”

Vincent oświadczył mi się i pobraliśmy się obydwoje promieniując radością!

Czy nadal się kłócimy? Czy teraz zdarzają się jeszcze nieporozumienia między nami? Pewnie, że nam się to zdarza. A jednak tereny, na których czai się ból i stare ścieżki obwiniania się i ranienia są już tak rozpoznane, że łatwo je demaskujemy. Rozumiemy się teraz dużo lepiej, obwiniamy o wiele mniej, przepraszamy dużo łatwiej i wybaczamy o niebo szybciej! Sprzeczki, które kiedyś mogły się zamienić w mała wojnę teraz mijają w kilka minut, a pól godzinna utarczka wydaje się być teraz wyjątkowo długim konfliktem. Nasze uczucia bardzo dojrzały i nabrały mocy, przynosząc dużo więcej zrozumienia i czułości.

Na drodze którą oferuje Tantra, a która prowadzi ku większej samoświadomości druga osoba jest jak wspierający przyjaciel i jak lustro, które pomaga nam widzieć lepiej. Jednak Tantra jest nie tylko dla par, ale i dla osób, które chce bardziej otworzyć się na miłość, na świat, na siebie.

Dziś,  sama prowadzę zajęcia nauczając Tantry i pod skrzydłami Sarity przygotowuje pierwsze trzy etapy jej treningu dla par. To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę współpracować z Saritą i myślę, że teraz moja kolej , by wspomóc pary, które zdecydowały się na wielka przygodę i wyzwanie poznania siebie i siebie nawzajem.

Oprócz tego prowadzę także prywatna praktykę w Islington, gdzie łączę nauki Tantry z wieloletnim doświadczeniem na innych polach uzdrawiania w poradnictwie dla par oraz indywidualnym.

Tłumaczenie: Małgorzata Szepielow

 

Zapisz się do newslettera

Nie wysłamy spamu!