warsztat szamanskie wakacje w naturze sierpien 2017

Dawid Rzepecki
Wykłady z tantry współczesnej

Historia tantry wywodzi się z Indii, jednak to, co proponowane jest obecnie na Zachodzie, dalekie już jest od religijnych form hinduskich. I dobrze, bowiem nie chodzi o to, aby powielać pewne schematy, które nam mogą wydawać się obce. Jeśli jednak się przyjrzeć, to okazuję się, że możemy skorzystać z tego filozoficzno-religijnego bogactwa, wyciągnąć bardzo praktyczne wnioski i zaadoptować je na nasze potrzeby.

Porzucenie ciała

Niewątpliwie zgodzimy się, że nasz świat cierpi na pewnego rodzaju kryzys przeżyć energetyczno - duchowych. Przy czym nie chodzi tu o wysublimowane pojęcie duchowości, ale o to, czego doświadczamy w naszym wnętrzu, w nas samych. Zachód mocno poszedł w kierunku technologii, osiągnęliśmy niesamowite cuda. Niestety pogoń za postępem technicznym rozminęła się w pewnym momencie z drogą, która prowadzi do rozwoju bogactwa przeżyć wewnętrznych, do postępu w doświadczaniu życia. Ważne jest to, aby pamiętać, że obydwie drogi są istotne, nie należy negować jednej, względem drugiej, ale zająć się każdą z nich.

To, co możemy teraz zrobić, to skorzystać z naszego dorobku, a jednocześnie zaadoptować pewne pomysły, które przyszły ze Wschodu. Nie dlatego, że są lepsze, ale dlatego, że stoi za nimi praktyka tysięcy lat. To właśnie praktyka jest tym, co przemawia do mnie tak jasno. Nie chodzi tu o filozofię czy teorię. Chodzi o to, że byli ludzie tacy sami jak my, z takim samym genetycznym potencjałem, z tego samego gatunku. Ludzie ci od tysięcy lat świadomie rozwijali pewne potencje związaną z poczuciem ciała, z energetyką ciała, oraz z tak ważną, choć często obecnie pomijaną, seksualnością ciała. Aspekty te, w skutek pewnej ewolucji kulturowej, zostały u nas mocno zahamowane. W kulturze judeochrześcijańskiej seksualność, została bezwzględnie wyparta i obarczona poczuciem wstydu i grzechu. Jeszcze w świecie antycznym istniały formy religijne, które dopuszczały ludzką seksualność. W judaizmie seksualność była już zależna wyłącznie od prokreacji, natomiast chrześcijaństwo przejęło zupełną kontrolę nad naszą zmysłowością.

Wejście patriarchatu

Kolejną przyczyną odcięcia od ciała bylo wejście systemów patriarchalnych. Dotyczy to prawie całego świata, taki był proces rozwoju ludzkości. Patriarchat wyszedł na plan pierwszy. Tam gdzie mężczyzna nie posiadał juz umiejętności transformacji energii seksualnej, tam musiała ona zostać odcięta. Chciano zapanować nad tą potężną siłą, a ponieważ u kobiet energia ta jest bliższa wydobyciu, rozwiązaniem było zniewolenie kobiet. Kiedy wchodził patriarchat, mężczyzna musiał opanować dzikość kobiety, jej moc, tą nieprzewidywalność i nieokiełznanie. Musiał to zrobić poprzez odcięcie seksualności, oczywiście swojej również. W Afryce przyjęło to drastyczne formy, wycinano łechtaczkę oraz obcinano wargi sromowe mniejsze. Następnie związywano dziewczynkom nogi, co powodowało prawie całkowite zarastanie wejścia do joni. W innych krajach odbywało się to w bardziej subtelny sposób, w formie psychicznej, tzn. mówiono: seks jest brudny, zły, i grzeszny, albo wstydź się, co robisz, połóż te rączki na kołderce. Kobiecie nie wolno jest aktywnie okazywać zainteresowania mężczyzną, bowiem oznacza to, że się puszcza. Kobieta ma biernie oczekiwać na Księcia z bajki. U nas występuje właśnie taki schemat.

Energia seksualna a doświadczenie duchowe

Wschodnie pojmowanie religii wiąże się z przeżyciem duchowym. Ekstaza religijna jest momentem komunii naszej indywidualnej jaźni z pewną większą transcendentną siłą. W momencie pełnego uczestnictwa w doświadczeniu, przeżywania go całym sobą, możemy osiągnąć ekstazę religijną i dostąpić komunii z bogiem, z Siłą, komunii z Tajemnicą. Ta ekstaza religijna, czy inaczej mówiąc komunia duchowa korzysta z energii seksualnej. Jest to energia, która znajduje się w każdym kawałku naszego ciała, zarówno w łokciu, nodze, czy uchu. Energia seksualna jest to ta sama energia, co energia życiowa. Podnosząc się w górę wypełnia nasze ciało endorfinami, serotoniną i oksytocyną, co pozwala nam się rozluźnić, otworzyć i doznać przeżycia mistycznego. Od zawsze było ono celem pierwotnych religii oraz systemów przedreligijnych. Wykorzystywały one trans, kontrolowane szaleństwo, do tego żeby przebić się z normalnego życia i dostąpić sacrum. Dostąpić świadomości boskiej, kosmicznej.

Ciało jest kluczem

Istnieje więc połączenie pomiędzy pobudzeniem energii seksualnej w ciele, a odbiorem i doświadczeniem energii duchowej. Właśnie Tantra w swej religijnej formie temu służyła. Ponieważ, nasze ciało jest mostem, pomiędzy tymi stanami, dzięki niemu możemy dotknąć tej sakralnej przestrzeni. Przestrzeni, która przecież jest z nami tu i teraz, tak samo jak nasze ciało. My na zachodzie pojmujemy religijność jako coś intelektualnego. Medytacje polegały u nas na rozmyślaniach, na analizie, a nie na wstrzymaniu wewnętrznej gadaniny. Niestety, nie da się intelektualnie zrozumieć pewnych rzeczy; tajemnicy istnienia, boga itd. Po prostu się nie da, bo przekracza to nasze możliwości logicznego myślenia. Logika rozumu oparta jest na zero-jedynkowej matematyce. Albo coś jest prawdziwe albo nie. Prowadzi to zapewne do wspaniałych odkryć techniki, ale nie pozwala nam na wyjście poza dychotomię prawdy i fałszu. Natomiast ta transcendentna, duchowa przestrzeń, znajduje się poza myśleniem zero-jedynkowym. Nie można jej zrozumieć, natomiast można ją odczuć i przeżyć. I do tego służy ciało. Czyli ciało jest tak naprawdę kluczem, żeby przeżyć transcendentne wglądy, oświecenia i ekstatyczne stany.

Religijno – seksualne korzenie Tantry

Tantra w swojej historii wykorzystuje rytuał tantryczny. Polega on na spotkaniu się grupy ludzi, która pracuje zarówno z otwarciem ciała, jak i z transgresją, czyli przekraczaniem siebie. Ludzie ci przekraczali swoje słabości, swoje pojedyńcze Ja. musieli zapomnieć o sobie, o tym kim są i jacy są, przekroczyć swoje intelektualne nazywania siebie i wejść w pełnię odczucia. Używali do tego różnych technik. Najsilniejszą i najpotężniejszą okazał się seks. Dlatego, że seks bezpośrednio wzbudza energię. Energia ta rozprzestrzeniając się poprzez otwarte ciało i otwarty umysł, może spotkać się z przestrzenią sakralną, duchową. Dzięki temu okazało się, że rytuał religijny może polegać na tym, że wszyscy się kochają. Korzenie tantry biorą się z ekstazy religijnej, do której dostęp mamy wszyscy, poprzez pracę ze swoim ciałem, poprzez seksualność naszego ciała.

Tantryczne yin i yang

Pewnym fundamentem energetycznym pracy tantrycznej jest zrozumienie tego, że świat energii, w każdym z nas, ma biegun dodatni i ujemny. Męską i żeńską stronę. Praca z seksualnością wiąże się z odkryciem tej prawdy. Nie jest tak, że jestem prawdziwym mężczyzną dopiero wtedy, im mniej kobiecy jestem. Mężczyźni często myślą, że jeśli odkryją w sobie kobiecy kawałek to może znaczyć, że są gejami. Moje osobiste doświadczenie jest takie; ja dopiero wtedy stałem się w pełni mężczyzną, kiedy zobaczyłem, że jestem również kobietą. Tzn. kiedy zobaczyłem w sobie kobiecą część i ją zaakceptowałem. Wtedy dopiero mogłem sobie odpuścić staranie się, aby być prawdziwym mężczyzną, mogłem po prostu się nim stać. To są fundamenty taoizmu i tantry. W taoizmie mówi się o dynamice yin i yang, w tantrze o połączeniu boskiego Shivy z boginią Siakti, czyli bieguna dodatniego z ujemnym. Czyli każdy z nas - w pewnym sensie - ma w sobie i kobietę i mężczyznę. Wewnętrzna alchemia damsko męska pozwala jednostce na rozwinięcie pełnego potencjału ludzkiego. Nie chodzi o to, żebym ja mężczyzna tłumił w sobie delikatność, wrażliwość, emocje, uczucia, a zamiast tego był twardy, silny, aktywny, szybki itd. To burzy wewnętrzną harmonię ciała i dlatego ludzie chorują, mają problemy psychiczne, fizyczne, albo popadają w różne dewiacje. Dzieje się tak, ponieważ ludzie za bardzo dążą w jedną stronę, a jak pojawia im się druga, to za bardzo chcą od niej uciec, gdyż się jej boją. To powoduje dysharmonię.

W związku z tym we współczesnej pracy tantrycznej, znając tę wskazówkę możemy dążyć do korzystania z obu aspektów. Ważne jest to, że nie dążymy do czegoś, co jest gdzieś daleko na księżycu i może, może kiedyś, przy odrobinie szczęścia nam się uda. Sprawa jest o wiele prostsza i bliższa, bo to, do czego dążymy jest w każdym z nas. To jest bardzo ważna wskazówka. Odpuszczenie i rozluźnienie, dopuszczenie siebie takiego, jakim się jest, właśnie w dynamice damsko męskiej.

Czasy dzisiejsze

Tantra może stanowić remedium na nasze różne trudności i bolączki. Żyjemy w świecie, w którym ponad połowa nowopowstałych małżeństw rozpada się. Ludzie bardzo szybko się pobierają i jeszcze szybciej rozstają. Statystyka mówi, że związek trwa średnio do czterech lat. Dlaczego właśnie tyle? Odpowiedź możemy znaleźć znowu w ciele, ponieważ wiąże się to z feromonami. Każdy z nas produkuje feromony, które powodują, że jesteśmy w jakiś sposób atrakcyjni dla płci przeciwnej. Dobieramy się i podobamy się sobie, często tłumacząc, że mamy te same horyzonty, pomysły, rozumiemy te same sprawy. To oczywiscie też, ale przede wszystkim działa biologia. Jest to zwierzęce wyczucie czegoś, co jest trudno uchwytne, po prostu czujemy, że coś nam pasuje i jest to podniecające. Zalewają nas fenyloetyloaminy działające jak amfetamina; stajemy się pobudzeni, euforyczni, przepełnia nas poczucie mocy. Zauważcie, że na początku w związkach, to właśnie seks jest bardzo ważny. Potem nagle okazuje się, że ta seksualność przestaje tak jakby działać. Nauka mówi o tym, że przyzwyczajamy się do tych feromonów i one przestają już na nas oddziaływać. I co się wtedy dzieje? Wtedy ludzie się rozstają. Przestają się nawzajem podniecać i zaczynają mówić: "o to nie to…, to nie ten/ ta…", bo wydaje nam się, że tak powinno być cały czas. W pewnym sensie jest to możliwe, między innymi dzięki tantrze. Jeśli zaczyna się pracować z seksualnością mamy szansę przetrwać dalej z tą samą fascynacją. Bo jeżeli nie zadbamy o przestrzeń seksualną, to zaniknie w niej ta iskra i zostanie albo rutyna; czyli już wiemy mniej więcej jak i kiedy się kochamy, albo zostaną nam dzieci, którymi trzeba się zająć, mamy więc inny cel. Możemy również uciec w pracę, wtedy coraz więcej czasu zaczynamy spędzać właśnie w niej.

Generalnie po tym pierwszym okresie fascynacji nasze drogi powoli się rozchodzą, już nie ma tego czegoś co było na początku, tego zakochania, tej euforii, tego pociągania i wtedy zaczynamy szukać sposobów na przetrwanie tej sytuacji. Bardzo wiele osób zaczyna szukać sobie innych partnerów, zaczynają nam się podobać znowu inne osoby. I możemy albo pójść za tymi sygnałami albo nie. Faktem jest, że drugie małżeństwa lepiej sobie z tym radzą, bo już wiedzą, że wcale nie jest tak, że jak nie wychodzi nam z jednym partnerem, to na pewno wyjdzie nam z następnym. Życie zdążyło dać im już pewne lekcje, przeżyli swoje rozczarowania i są bardziej świadomi. Wiedzą, że sukces nie zależy od zmiany partnera, ale od pracy nad związkiem, dbaniem o relację jak o ogród. A ponieważ brak nam edukacji seksualnej, brak zrozumienia pewnych mechanizmów, wierząc w to, że albo to musi być książe z bajki albo nikt, często popadamy w kłopoty.

Źródła Zachodnie

Praca z seksualnością dotarła do nas nie tylko poprzez Tantrę. Można powiedzieć, że i u nas na zachodzie pojawiła się praca z tym aspektem. Mniej więcej pod koniec XIX wieku zaczęto badać ludzką seksualność. Na początku XX w. Freud opisał sferę nieświadomości, która to determinuje naszą świadomość, a o której istnieniu nie zdajemy sobie sprawy. Wcześniej uważano, że to nasza świadomość, to co wiem i co myślę, wpływa na nasze decyzje. Okazywało się jednak, że nie do końca. Coraz więcej chorób psychicznych, coraz więcej dewiacji powodowało, że ludzie zachowywali się irracjonalnie. Chcieli jedno, a robili drugie. W końcu zaczęto to badać. Freud był pierwszym, który na taką skalę to opisał. Okazało się, że istnieje cały świat zjawisk ukrytych przed naszą świadomością, które wpływają na nasze decyzje i zachowanie. Nazwał to podświadomością i odkrył, że jest ona źródłem popędów. Wyróżnił dwa główne, tzw. eros - popęd życia związany z seksem i thanatos - związany z dążeniem do śmierci. Doszedł do wniosku, że seksualność jest podstawowym motorem działań ludzkich. A jeśli ktoś temu zaprzecza, to oznacza to raczej, że ją wypiera. Z takiego wypierania rodzi się pewien problem, bowiem zamiast zdrowej seksualności robimy w zamian coś innego. Jednym z większych uczniów Freuda i kontynuatorem tej myśli jest Wilhelm Reich. Odkrył on, że istnieje coś takiego jak energia orgazmiczna. Reich był klinicystą, świetnym analitykiem, pracował z wieloma pacjentami i zawsze okazywało się, że każdy problem psychiczny, każda choroba psychiczna bądź somatyczna jest związana z blokadami na naturalnej seksualności.

Tak więc istnieje energia życiowa, inaczej zwana seksualną, która potrzebuje wydobywać się z nas w naturalny sposób. Nie chodzi o to, aby cały czas się kochać, ale również o to, aby tworzyć, być kreatywnym, stanąć za sobą kiedy potrzeba. Czyli być sobą takim jakim się jest i móc swobodnie wyrażać się na zewnątrz. W momencie kiedy mamy stłumioną tą energie, odpychamy ją, wtedy wraca ona do nas ze zdwojoną siłą, zaczyna szaleć i powodować problemy, które potem obracają się przeciwko nam.

Odkrycie to znajdujemy historycznie ugruntowane w europie, w świecie Zachodu. Tak więc Tantra Współczesna, którą proponujemy, wynika nie tylko ze Wschodnich wzorców, ale i doświadczeń Zachodu. Wiemy, że ta energia jest, że blokady na tej energii powodują problemy. To czym zajmujemy się na naszych zajęciach, to właśnie praca z odblokowaniem tej energii, z uwalnianiem napięć i z harmonią pomiędzy zrozumieniem a odczuciem tego co się w nas dzieje.

Początek problemów

Dużo mówimy o blokach i napięciach w ciele. Bardzo ważnym pytaniem jest; skąd się biorą te napięcia i co można z nimi zrobić? Wyobraźcie sobie taką sytuację, bardzo prostą; mama idzie z dzieckiem do piaskownicy. Dziecko się przewraca i płacze. Mama podbiega daje klapsa i oczywiście krzyczy: Uważaj, jak się zachowujesz! Pobrudzisz się! Masz przecież nowe spodenki! Znowu będę musiała to prać! Co takie zachowanie powoduje?

Otóż w momencie kiedy dziecko biega, wyraża się w sposób jemu naturalny. To jego zwyczajny świat, ono musi biegać, żeby być zdrowe. To jest jego rozwój, ma energię – biega. Naturalne również są momenty, kiedy się przewraca. Uczy się w ten sposób – to jest dla niego naturalny proces uczenia się. Ale jeżeli dostaje informacje od najbliższej osoby - to jest złe! - bo ktoś podbiega i daje mu klapsa, to dostaje ono irracjonalną informację, która sprawia, że dziecko nie rozumiejąc co się wokół niego dzieje musi się wycofać. W ten sposób zamykając się w sobie, uczy się budować pewną ochronę. W dodatku ma podwójną negatywną informacje, najpierw dostaje klapsa za to, że biegało, a potem słyszy jeszcze nie płacz! Bieganie jest złe i płacz jest zły. Czyli jego ekspresja zarówno fizyczna (bieganie) jak i potem ekspresja emocjonalna (płacz- potrzeba odreagowania bólu) są tłumione. Zamyka się więc w sobie. I co się dzieje? Dziecko wstrzymuje oddech i napina mięśnie. Jeśli uraz był silny, albo powtórzył się kilka razy powstaje napięcie chroniczne. Nie może przepływać energia jeśli są zblokowane mięśnie i wstrzymywany oddech. Ona tam utyka. Tak wiec już w procesie wychowania, w dzieciństwie zaczynamy zbierać chroniczne napięcia. Już u kilku latka zauważyć można chroniczne bloki. A większość dzieci w wieku 8-9 lat można by wysyłać do psychoterapeuty, żeby leczyć traumy. Dzieci, które nie zostały złamane, nie stały się ofiarami, mają dostęp do swojej ekspresji i w naturalny sposób stają się liderami. Inne dzieci chcą się z nimi bawić, nawet jak dziecko nie wykazuje jakiś wrodzonych talentów przywódczych. Dzieci dążąc do naturalności będą starały się przebywać z takimi osobami.

Wróćmy na chwilę do wspomnianej piaskownicy. Można stwierdzić, że dzieci nie bije się już tak jak kiedyś. (Pomijam fakt, że są głosy wśród polityków, że dzieci należy bić i że oni też byli bici, a wyrośli na ludzi…) Ale przecież wciąż słychać rodziców krzyczących na własne dzieci, czy to na placach zabaw, czy w sklepach: Nie biegnij tam! Zostaw to! Przestań się tak zachowywać! Przecież ten rodzic nie chce źle. Ma po prostu swoje napięcia, zarówno ze swojego dzieciństwa jak i z aktualnych sytuacji z pracy, z relacji ze współmałżonkiem, czy nawet z tym dzieckiem. Dowodem tego jest właśnie takie reagowanie. W momencie kiedy napięcie wzrasta, rodzic nie wytrzymuje tego i puszcza. Odreagowuje na dziecku poprzez wyżywanie się na nim, bo ono jest pod ręką i nie odda, tylko będzie chciało kochać dalej. Przekazujemy w ten sposób swoje problemy następnym pokoleniom. Tak też było z nami. Nasi rodzice krzyczeli na nas, nie dlatego, że nas nie kochali, oni po prostu spuszczali swoje napięcie, nie wiedząc co innego mogliby zrobić w zamian.

Odcięcie uczuć

Można powiedzieć, że bijących rodziców jest coraz mniej. Zobaczmy więc inny przykład, rodziców którzy sami będąc bitymi, zamiast powielać tę niechlubną tradycję, postanowili nigdy nie uderzyć swojego dziecka. Mamy więc obraz piaskownicy; dziecko biegnie, przewraca się i płacze. Podbiega matka i mówi: „Oj nic się nie stało! Pokaż, daj kolanko, pocałujemy i będzie dobrze, do wesela się zagoi! Chcesz cukierka, albo mam lepszy pomysł, pójdziemy do babci, chcesz, no nie płacz już.”

Powstaje pytanie, czy takie troskliwe zachowanie jest już wystarczające? Spójrzmy od strony dziecka. Biegnę, przewracam się, boli mnie i przestraszyłem się. Podbiega matka, nie krzyczy już, że biegałem więc nie dostaję informacji, że zrobiłem coś złego, ale słyszę: „Oj nic się nie stało… nie płacz już” Oczywiście najważniejsza jest troska matki i bycie ze mną w takiej chwili. Niemniej dostaję informację zaprzeczającą temu, co się stało, bo „nic się nie stało” oraz „nie płacz”, co oznacza, że może i w moim życiu jest miejsce na bieganie, ale na to co się ze mną dzieje po takim wypadku już nie. W momencie kiedy dziecko zaczyna płakać, dostaje informacje: „przestań płakać, nie płacz już.” Dziecko chce wyrazić swój ból, lecz jego uwaga jest odciągana do czegoś innego: „Chcesz cukierka? Pójdziemy do babci?”

Choć oczywiście dziecko tego nie rozumie, niemniej uczy się jak nie kontaktować się z tym, co czuje. Uczy się jak się odciąć od własnych emocji, a w konsekwencji od własnego ciała. Uczy się również, jak w zamian kontaktować się z innymi rzeczami dającymi substytut przeżywania emocji. Zdobywa takie umiejętności widząc rodziców, przeżywających emocje zastępczych bohaterów pokazywanych w telewizji. Albo słysząc jak mama z tatą obgadują problemy innych, np. sąsiadów.

Już jako dzieci wolimy nie czuć, niż czuć strach, czy ból. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o dzieci, to jest to wspaniały mechanizm. To bardzo dobrze, że dzieci nabierają umiejętności radzenia sobie w trudnych emocjonalnie sytuacjach. Potrafią wycofać się z przeżywania, i zbudować sobie system obrony. Posiadamy niesamowity mechanizm przystosowawczy. Nauczyliśmy się jak to zrobić, żeby nie czuć, aby przetrwać. Problem polega tylko na tym, że kiedy już przetrwamy, kiedy jesteśmy już dorośli i możemy o sobie stanowić, a w dodatku nikt już nawet na nas nie krzyczy, okazuje się, że dalej używamy mechanizmów, których wyuczyliśmy się w dzieciństwie. Tak jak jako małe dzieci, nauczyliśmy się języka polskiego, tak też i te schematy, te mechanizmy obronne – wtedy bardzo potrzebne – w dalszym ciągu na nas działają. Wciąż wstrzymujemy oddech i spinamy mięśnie. Problemem nie jest istnienie mechanizmów obronnych, lecz to, że choć często nie są one już potrzebne, my ciągle ich używamy. Proces wychowania niosący szereg nieodreagowanych traum powodujących chroniczne napięcia, złapał nas i trzyma w swojej skorupie blokad w ciele. Ta skorupa jest po to, aby nie przepuszczać emocji, nie czuć siebie.

Dlatego właśnie w pracy tantrycznej – jeśli to ma być praca na zaawansowanym i sensownym poziomie – potrzebna jest zarówno praca z seksualnością, czy energią, jak też praca pod kątem terapeutycznym. Przy czym nie chodzi tu o to, żeby komuś robić psychoterapię, tylko o to, aby zwracać uwagę na własne reakcje emocjonalne i stojące za nimi mechanizmy, bowiem to one teraz nas blokują i bez pracy nad nimi dalej będą.

Seksualność dziecięca

Przykładem jest praca nad seksualnością. Dzieci mają naturalną seksualność. Zarówno dziewczynki jak i chłopcy wyrażają swoje zainteresowanie własnym ciałem i płynącą w obcowaniu z nim przyjemność. Jest to naturalne. Ale sygnały, które dziecko otrzymuje od otoczenia przeczą tej prostej naturalności. Informacje typu: „Ręce na kołderce”, przekazują dziecku wiadomość, o tym, że jest z nim coś nie w porządku, coś złego i że to zło czai się w obcowaniu z własnym ciałem, z jego przyjemnością. W naszym społeczeństwie sfera seksualna jest sferą tabu, czyli jest obłożona największymi zakazami. Nosimy w sobie mechanizmy związane z poczuciem lęku, kiedy to pojawia się nasza naturalna seksualność. Każde z nas jako dziecko odczuwało energię seksualną i chcieliśmy to w swobodny sposób eksplorować, ale cały czas byliśmy w takich momentach zatrzymywani. I to w nienaturalny sposób. Nikt nam nie tłumaczył, co to jest i dlaczego ewentualnie nie wolno czegoś robić, tylko otrzymywaliśmy przekaz pełen niedomówień, za to przesycony niewyrażonymi emocjami dezaprobaty. Nawet już nie chodzi o to, czego nam rodzice zabraniali, ale jak to robili. Czasem nawet nic nie mówili, ale ich reakcje, sposób bycia, patrzenia, tzw. komunikaty pozawerbalne, wystarczały już nam, aby wzbudzać w nas nieuzasadniony lęk. Jak coś spsocimy i dostaniemy za to burę, to reakcja rodzica wydaje nam się jasna, ale kiedy sygnał od rodzica dotyczy sfery seksualnej, zwykle stoi za tym coś niejasnego i wieloznacznego. Dziecko świetnie wychwytuje wszelkie emocje i po postu czuje, że coś tu jest nie tak. Takie informacje odcinające naszą seksualność sprawiły, że wzrastaliśmy w takim dziwnym poczuciu, że jest coś takiego, niewiadomo gdzie, coś ekscytującego i ciekawego, ale z drugiej strony jakby było to nie w moim ciele, jakby to mnie nawet nie dotyczyło! Jakby to coś (nasza seksualność) była gdzieś w kosmosie, czy na księżycu… Podobnie jak z bogiem; pozostajemy z nim w ciągłym na wpół świadomym dialogu, a jednocześnie zachowujemy się tak jakby go nie było.

Wzorce seksualności

Seksu nie należy ruszać, nie można go dotykać, ani o nim mówić. I kiedy dochodzimy już do rozwoju nastolatka, osiągamy dojrzałość do prokreacji okazuje się, że spada to na nas jak z księżyca. Kiedy w trakcie prowadzonych przeze mnie zajęć w szkołach średnich, z zakresu wychowania do życia w rodzinie, pytałem młodzież o to skąd wiedzą jak wygląda miłość seksualna, to większość odpowiadała: „z filmów porno” oraz „od starszych kolegów”. Ja też tak miałem. Najpierw coś zasłyszałem w wulgarnej formie, potem zobaczyłem na filmie jak to się robi. Jeżeli nasze informacje na temat tego, czym jest seks i jak wygląda pochodzą z takich źródeł jak pornografia, nie mamy się co dziwić, że potem para młodych ludzi próbuje w swojej alkowie odtworzyć to, co widziała wcześniej na filmie. On widział, że musi być macho, musi być mocny, szybki i silny, a ona musi jęczeć z rozkoszy. Ponieważ taki obraz jest w praktyce nierealny, powstaje między kochankami napięcie, które budzi frustracje. Problem w tym, że często zdarza się, iż takie obrazy, z braku alternatywnych źródeł informacji, pozostają nam na długo w głowie. Seks staje się nieudaną próbą odtwarzania pozorowanych scen z filmów. Czasem mijają lata zanim możemy uwolnić się od stereotypu filmowego macho i lalki barbie. Nawet jeśli czujemy, że takie podejście jest zbyt przedmiotowe, często nie wiemy jak można inaczej. Szukamy nowych pozycji, miejsc, ale ciągle czujemy, że nie oto w tym wszystkim chodzi. Czasem na taki problem słyszymy tylko: „Wystarczy żebyście się Kochali”. Informacja ta jest piękna, ale często niewystarczająca. W naszym wychowaniu seksualnym cierpimy na brak dobrej i profesjonalnej wiedzy na temat tego, jak może wyglądać miłość kochanków, że może być ona piękna, a spotkanie dwojga ludzi może być ciepłe, magiczne, pełne uczucia. Miłość taka może być również niewinna i dobra, pożyteczna i zdrowa. Polega ona na subtelnym odkrywaniu własnej przyjemności i może dzięki temu nieść czystą radość. W zamian mówi się, że to jest złe i że lepiej tego nie robić, albo w ogóle nic się nie mówi pozostawiając to swojemu losowi, czyli skazując na przypadkowe, bazujące na pornografii uświadamianie.

Wstęp do pracy tantrycznej

Na warsztatach tantry bierzemy pod uwagę różne czynniki. Pracujemy z odreagowywaniem napięć w ciele, tych bieżących i tych chronicznych. Również tych powstałych w sferze seksualności. Ale nie poszukujemy traumatycznych historii – chyba, że się same pojawią – tylko pracujemy z ciałem. Np. jedną z najbardziej zablokowanych części naszego ciała jest miednica, którą praktycznie nie ruszamy. Nawet u bardziej predysponowanych do ruchu miednicą kobiet, widać jak ogromny zastój w energii blokuje jej naturalne i swobodne poruszanie. Podobnie jest z szyją, karkiem, gardłem, przeponą, klatką piersiową i brzuchem. Z tymi blokadami wiąże się inny podstawowy aspekt pracy jakim jest swobodne oddychanie. Zwykle w dzieciństwie blokowaliśmy emocje wstrzymując oddech i tak nam zostało.

Praca z odblokowaniem wiąże się z kilkoma rzeczami: Trzeba się troszkę otworzyć na emocje. Każdy z nas się tego boi. Kiedyś, czy to w dzieciństwie czy nawet później, byliśmy otwarci, ale często zdarzało się coś, co przynosiło ból. Dlatego właśnie się zamykaliśmy i zamknęliśmy się na bardzo długo. Sprawia to teraz, że boimy się otworzyć, bo wydaje nam się, że otwarcie wiąże się z bólem.

Problem jest w tym, że nawet jak chcemy się otworzyć, to nasze mechanizmy obronne reagują i same nas zamykają. Chcę być otwarty, jednak wystarczy, że coś mi się przypomni, zdarzy, nawet poza kontrolą mojej świadomości, ale gdzieś mnie dotknie i mechanizmy same zamykają nas w sobie. Dlatego w tantrze pamiętamy o tym, żeby dbać o siebie na bardzo głębokim i delikatnym poziomie. Dbamy o nasze uczucia i emocje. Dlatego, aby przejść realnie cały ten proces, potrzebujemy z powrotem wrócić do naszego dziecka w sobie i do dziecięcej seksualności.

Czasem się zdarza, że przyjeżdżający na warsztaty ludzie myślą, że tu będzie jakiś seks czy kama sutra, tego jednak nie ma. Myślą też, że zdobędą narzędzia pt. jak się kochać godzinami i mieć wiele orgazmów. Co do tego mają rację, tylko, że aby kochać się godzinami z multiorgazmami, trzeba najpierw wrócić do seksualności dziecięcej, do niewinności w sobie, rozluźnić się. A to w rezultacie przełoży się na całe życie.

Tantra na dziś

Dochodzimy do możliwości, które daje nam Tantra. Zacznijmy od wizyty w alkowie. Jeśli dotrzemy do dziecka w sobie i jego seksualności, a następnie pozwolimy jej się w naturalny sposób rozwinąć, to okaże się, że dotkniemy swoich głębokich potrzeb. A te nijak nie odzwierciedlają filmów pornograficznych. Okaże się, że każdy z nas potrzebuje ciepła, bliskości. Już sam dotyk ukochanej osoby powoduje wydobywanie się, rozluźniającej nas, oksytocyny. Pary pozostające w ciepłej, bliskiej relacji, w której jest dużo czułego dotyku, nie potrzebują często uprawiać seksu. Wystarczy, że są blisko, pozostają uważni wobec siebie, że się dotykają, obejmują, dzięki czemu uzyskują zaspokojenie i rozluźnienie. To bardzo ważna rzecz, aby pary pozostawały w bliskości fizycznej. Takim parom łatwiej jest znosić wzajemne napięcia. Nawet naprawdę trudne momenty przechodzą razem, bowiem ich bazą jest odczuwalna bliskość fizyczna. Znów można było by powiedzieć, że przecież najważniejsza jest miłość i to ona pozwala przetrwać, ale przecież każdy z nas kojarzy scenę, w której kochający się ludzie po kłótni rozchodzą się po domu, izolując się w sobie z dala od partnera. Taka sytuacja na dłuższą metę, bądź powtarzająca się częściej staje się toksyczna. Potrzebna jest więc czułość fizyczna, nawet jak się o coś kłócimy. To trudne, ale to działa i warto o to zadbać.

Kociołek przyjemności

Kolejną rzeczą z tantrycznej alkowy jest to, że w momencie kiedy pracuje się z energią, z rozluźnieniem, ciało nabywa pewnej elastyczności. W momencie podniecenia pojawia się silna energia seksualna. Jeżeli jesteśmy zblokowani w ciele, energia ta będzie szukała ujścia najprostszą drogą, czyli poprzez organy seksualne.

Jest takie ładne, taoistyczne porównanie uprawiania miłości do zagotowywania wody w kociołku. Mężczyzna jest jak ogień, a kobieta jak woda. Udany seks polega na tym, żeby umiejętnie zagotować wodę. Jeżeli w jednej chwili wrzucimy do ognia całe nasze drewno (czyli podniecenie), to powstanie wielki ogień, ale szybko się wypali i przygaśnie, a woda ledwo się zagrzeje. I tak jest z seksem. Na zachodzie długość przeciętnego stosunku seksualnego, to około 10 min. To i tak lepiej, bo w latach pięćdziesiątych trwał minut pięć… Pytanie jest takie, czy w dziesięć minut można zaspokoić potrzeby obydwojga kochanków?

Taoiści mówią tak: jeśli będziesz umiejętnie dozował dokładanie drewna do ognia pod kociołkiem z wodą, to woda się wprawdzie powoli zagrzeje, ale jak już się zagotuje to wystarczy tylko podtrzymywać niewielki ogień, a woda będzie cały czas wrzała. I tak jest z kobietą i mężczyzną. Mężczyzna uczy się umiejętnie dozować swoje podniecenie, tak aby nie spalić się w przedbiegach, a kobieta uczy się jak otwierać się na przyjemność. Praca jest do wykonania po obu stronach. Znany z kilku ostatnich dekad slogan: kobiety mają prawo do orgazmu, jest oczywiście słuszny pod warunkiem, że celem jest harmonia a nie po prostu odwrócenie ról. Jeśli kochankowie w swoim tempie podgrzeją się wzajemnie, to dochodzi do takiego momentu, w którym kobieta jest u szczytu podniecenia, wystarczą wtedy delikatne pieszczoty, aby kobieta zaczynała przeżywać kolejne orgazmy.

Jak to jest możliwe? Dzieje się tak, ponieważ ciało jest otwarte, napełnione energią i rozluźnione. Jeżeli jest napięcie, to albo tego orgazmu nie będzie, bo mamy blokady na doświadczanie, albo będzie to orgazm uwalniający napięcie tylko w genitaliach. Co też jest oczywiście przyjemne, ale dalekie jest od odczuwania uwolnienia w całym ciele, rozpływającego się od stóp do głowy podniecenia, co wydarza się w trakcie głębokiego orgazmu, który pojawia się w naturalny sposób. Przychodzi ze środka i rozprzestrzenia się jak fala. Kiedy fala przechodzi przez całe ciało, a jest to możliwe tylko w otwartym ciele, wychodzi poza obręb jego granic. O takim orgazmie mówimy w tantrze, że jest to tzw. kosmiczny orgazm.

Męski potencjał

Podobnie jest z męskim orgazmem. Wydaje się, że orgazm mężczyzny wiąże się z ejakulacją, że to jedno i to samo, ale to nie prawda. Orgazm i ejakulacja są różnymi rzeczami. Otwarty w ciele mężczyzna może przeżywać wielokrotne orgazmy bez ejakulacji. Po prostu orgazm występuje przy ejakulacji, (choć występują zaburzenia polegające na ejakulacji bez orgazmu) i stąd takie myślenie.

Rozdzielenie orgazmu i ejakulacji jest dość istotnym elementem szkolenia tantrycznego. Po pierwsze dlatego, że wytrysk nasienia kończy stosunek, a chodzi nam przecież o umiejętność doświadczania pełni ludzkich możliwości. Po drugie, chińscy mistrzowie tao, w poszukiwaniu nieśmiertelności odkryli, że w nasieniu mężczyzny znajdują się zasadnicze dla zdrowia substancje odżywcze. Ich zbyt częste pozbywanie się podczas wytrysku, sprawia, że mężczyzna pozbawia się mocy życiowych. Trzeba przyznać, że potencjał zawarty w nasieniu jest ogromny. Jeżeli wyobrazimy sobie, że każdy plemnik wydalony z ciała podczas jednego wytrysku, zapładnia kobiece jajeczko, to okaże się, że zaludnimy kraj o populacji Stanów Zjednoczonych! Do tego dochodzą skondensowane substancje odżywcze zawarte w ejakulacie. Z resztą mężczyźni po wytrysku odczuwają zwykle nagły spadek energii i senność. Dlatego chińscy oraz tantryczni mistrzowie zalecają częste uprawianie miłości, dla zachowania zdrowia i długowieczności, pod warunkiem osiągnięcia sztuki kochania się bez ejakulacji. W tantrze współczesnej, mówi się o tym, że co prawda brak ejakulacji jest ważny, ale jeszcze ważniejszy jest brak poczucia winy związany z tym, że się taka ejakulacja przydarzyła. Szczególnie jest to ważne dla początkujących adeptów tantry, którzy zamiast rozluźniać się przy kochaniu, spinają się jeszcze bardziej w obawie przed wytryskiem.

Niemniej jednak uważność na własne ciało przynosi wymierne efekty. Umiejętność przeżywania wielokrotnych orgazmów u mężczyzny, przychodzi bardziej jako efekt całościowej pracy nad rozluźnianiem ciała, niż jako skutek konkretnych technik, choć oczywiście takie też są. Chodzi o to, że narastające podniecenie szuka sobie dróg ujścia. Jeśli będę spięty, napięcie ujdzie najprostszą drogą poprzez genitalia. Natomiast w rozluźnionym ciele, energia przyjemności może się rozchodzić i przemieszczać, ogarniając stopniowo całe ciało. Czuję wtedy podniecenie w całym ciele, a nie tylko w genitaliach. Pięciominutowy stosunek może podniecić moją wyobraźnię oraz genitalia, ale raczej nie ma szans na to, aby całe ciało wypełniło się orgazmiczną energią. Na to potrzeba właściwego tempa i czasu.

Jeżeli od razu wchodzimy w taką przestrzeń, że dajemy sobie czas, to zacznie on pracować na naszą korzyść. Możemy kochać się tyle ile potrzebujemy. W pewnym momencie takiego uprawiania miłości, pojawia się inna rzeczywistość, załamuje się poczucie czasu i przestrzeni. Zaczynamy wydzielać szereg wewnętrznych hormonów podtrzymujących naszą energię. Odczuwamy wewnętrzną błogość, stopienie się z partnerem, radość z życia.

Podążanie za przyjemnością

Istotną wskazówką dla praktykujących Tantrę Współczesną jest to, że kierunek rozwoju wyznacza przyjemność. I tu napotykamy kolejny problem. Okazuje się często, że w naszej kulturze „przyjemnie” bywa trudniej, niż „ciężko”. Przyzwyczajeni jesteśmy do opinii, że poświęcanie siebie przynosi efekt, w przeciwieństwie do radowania się czymś. Tak zwane "Matki Polki", najpierw zrobią każdemu dobrze, a na końcu, jeśli starczy im sił, pomyślą o sobie. Mężczyzna za to musi najpierw zarobić na całą rodzinę, aby móc pomyśleć o realizacji własnych pragnień. Oczywiście jak we wszystkim potrzebna jest harmonia i odpowiedzialność. Jednak w swojej pracy widzimy, jak trudno jest ludziom dać sobie zgodę na odczuwanie przyjemności. Jak się komuś w życiu poszczęści, to woli o tym za dużo nie mówić. W naszych codziennych rozmowach przeważa narzekanie. Mówimy głównie o problemach. Dlatego, że oczekujemy współczucia. Niestety jest to syndrom zachowania się ofiar. Ofiara wiecznie narzeka, jest ciągle niezadowolona z siebie bądź z wszystkiego i z wszystkich. W takich warunkach naprawdę trudno jest pozwolić sobie na przyznanie się do tego, że odczuwa się przyjemność.

Temat syndromu ofiary jest zbyt szeroki, aby poruszać go na tym wykładzie, ale dodam jeszcze jedno. W tantrycznym seksie obcujemy z ogromnymi ilościami przyjemności. Niestety często, odczuwanie jej uruchamia w nas lęk przed karą. Boimy się, że za pozwolenie sobie na przyjemność płynącą z ciała spotka nas coś złego. Możemy przypuszczać, że wiąże się to z okresem z dzieciństwa, kiedy to nasze ekspresyjne zachowanie w podążaniu za poczuciem przyjemności, napotykało gniew rodziców i spotykała nas wtedy kara. Straszono nas dodatkowo konsekwencjami przemawiającymi głęboko do wyobraźni dziecka, o piekle, karze boskiej, chorobach i innych strasznych nieszczęściach, które dotkną nas, jeśli będziemy dalej badać naszą seksualność. Efekt jest taki, że dorosłej osobie niesłychanie ciężko jest dać sobie prawo do odczuwania pełnej, możliwej przyjemności. Wydaje nam się, że tylko jak dostaniemy w dupę, to coś w życiu osiągniemy. Otóż nie tylko.

W pracy tantrycznej też bywa ciężko. Trudno jest zaufać sobie, trudno jest wyjść z roli ofiary, trudno jest postawić granicę i powiedzieć nie, a czasem jeszcze trudniej jest powiedzieć tak i otworzyć się na ukochaną osobę. Te wszystkie wymagania stoją przed nami, jeśli chcemy coś w swoim życiu naprawdę zmienić.

Tantra stawia przed nami pytania o sens naszego życia. Czy jesteśmy zadowoleni ze sposobu, w jaki je wiedziemy? Czy czujemy prawdziwą satysfakcję, czy znamy własne głębokie potrzeby? Czy tworzymy? Czy jesteśmy obecni? Czy naprawdę żyjemy? Czy odczuwamy radość i zadowolenie w seksie?

Przy czym Tantra nie musi prowadzić do jakiegoś szczególnie wzmożonego życia erotycznego. Chodzi bardziej o powrót do naturalnej harmonii. Wtedy to energia seksualna, energia życiowa będzie mogła w swobodny sposób pojawiać się w różnych sferach, a nie tylko w łóżku. Przecież energia seksualna tworzy życie, jest więc mocą kreacji! Zaczynamy tworzyć własne życie zgodnie z głębokimi potrzebami, realizując marzenia, o których mówimy, że są to marzenia naszego wewnętrznego dziecka. Przy czym wewnętrzne dziecko to my sami, przed oderwaniem się od własnego spontanicznie reagującego ciała.

Kiedy w skutek pracy z ciałem pojawia się otwartość na doświadczanie, podobne do tego jakie mieliśmy jako dzieci, przyjemność jaką doznajemy może wynikać ze wszystkiego. Ze zjedzenia dobrego ciastka, ze spojrzenia na zachód słońca, z poczucia wiatru na twarzy, z pogłaskania ukochanej osoby…

Mądrość ciała

Kolejną gratyfikacją z praktyki tantry jest pojawiająca się adekwatność naszego zachowania, w stosunku do sytuacji w jakich się znajdujemy. Oznacza to, że ciało posiada mądrość właściwych reakcji na to, co się z nim i dokoła niego dzieje. Potrafimy właściwie zachowywać się w relacjach, ponieważ jesteśmy otwarci na sygnały płynące z ciała. Ciało zaczyna reagować szybciej i mądrzej niż nasza głowa. I zawsze okazuje się, że reakcja ciała była optymalna. Np. w sytuacji zagrożenia, możemy zastanawiać się czy uciekać, czy atakować. Przy otwartym ciele możemy co najwyżej zauważyć, że już uciekamy, bądź właśnie zaatakowaliśmy…

Ścieżka Tantry Współczesnej

Oczywiście Tantra Współczesna to droga. Nie ma na niej początku, ani końca. Można też powiedzieć, że Tantra, jak i samo życie, przypomina unoszenie się na fali. Jest ciągłą pulsacją brania i dawania, w której raz jesteśmy na szczycie a raz w dolinie. Jednak ogromną radością jest odkrycie, że kropla którą jesteśmy, jest tą samą wodą, którą jest wielki bezbrzeżny i nieskończony ocean.

Stan psychofizycznej harmonii jest naturalnym stanem człowieka, jest to tzw. homeostaza. Wydaje nam się, że normalnie jesteśmy zaburzeni i poprzez ciężką pracę osiągamy jakąś harmonię. Prawda jest taka, że jest ona naturalnym stanem. Utrzymywanie stanu braku równowagi kosztuje nas więcej energii, niż pozostawanie w równowadze. Po prostu naturalna harmonia jest naturalna. Praca polega na tym, żeby odpuścić sobie ten wysiłek który wkładamy w utrzymanie wewnętrznych blokad. Jeśli nam się to uda energia w sposób naturalny powróci do swego właściwego obiegu. Sama. Jesteśmy naturalnie oświeceni, naturalnie zharmonizowani. Naturalny stan to homeostaza. Czyli harmonia wewnątrz-zewnętrzna. Cała filozofia polega na tym, aby pozwolić energii na swój naturalny przepływ, aby z powrotem niczym dojrzałe już dziecko cieszyć się życiem.

Zapisz się do newslettera

Nie wysłamy spamu!